STRONA GŁÓWNA |  PNG |  NEWS |  O BEACIE |  GALERIA |  KONTAKT 

LISTOPAD 2002r. :

"On dodaje mocy zmęczonemu i pomnaża siły omdlałego"
Izajasz 40:29            
KĄCIK SEIMAT

Aloha - popołudnie
Solian - dobry, piękny
Amuto - wy (wszyscy)
Tamak- mój ojciec
Tinak- moja matka


Aloha solian amuto!
Entuzjastyczne powitanie, po wylądowaniu na Wyspie Mal, zapowiadało obiecujący pobyt. Zebrany dookoła pasa startowego "chór" tubylców odśpiewał trójjęzyczną pieśń: seimat i pidżin przyprawione odrobiną angielskiego. Kilka kobiet wystąpiło do przodu, aby przyozdobić nasze szyje kolorowymi wieńcami z kwiatu hibiskusa. Po krótkiej przemowie, tutejszym zwyczajem poprowadzono nas za ręce przez udekorowane egzotyczną roślinnością "wrota". Czy można wyobrazić sobie lepsze przyjęcie?! Parę godzin później przybiliśmy do brzegu Wyspy P i h o n , gdzie zakwaterowano nas w chacie zbudowanej z liści palmowych sago, typowej dla mieszkańców Ninigo. Już wkrótce zetknęliśmy się z rzeczywistością, która przyćmiła nieco idylliczny obrazek pierwszego dnia. "Kilan tela seilon tinun" to słowa jakie przyszło nam szybko zapamiętać w języku s e i m a t. "Wielu ludzi choruje!" - zdawało się słyszeć codziennie ze wszystkich stron. Wyspę zaatakowała tajemnicza choroba...

Praca zespołowa
Nikt się nie spodziewał, że w błyskawicznym tempie cały nasz sprzęt będzie zainstalowany! Wspinanie się po drzewach i dachach nie jest moim ulubionym zajęciem. Jednak nie ma takiej potrzeby kiedy wokół nas tylu zwinnych pomocników. David Wessnel, główny lider na Pihonie i nasz bezpośredni opiekun/doradca zorganizował grupę mężczyzn pracujących z imponującym zaangażowaniem i zrozumieniem. Zgadnijcie kto był najgorliwszym pracownikiem? L I D E R :)!!!
Z ich zręcznością i naszą niewielką wiedzą, panele słoneczne, antena, radio, transformator, akumulator, komputer, a nawet światło, działały już po dwóch dniach. Ponieważ wymagane są regularne raporty radiowe z bazą misyjną, nie da się uniknąć strony technicznej. Trochę treningu i cierpliwe instrukcje przed odlotem, od przyjaciół w Ukarumpa, okazały się owocne. Udało nam się również uruchomić pocztę elektroniczną i choć całe wieki trwa otwieranie i wysyłanie emaili, to niesamowite mieć taki, chociażby sporadyczny, kontakt ze środka Pacyfiku!!! Oczywiście moc elektryczna zależy tutaj od energii słonecznej, której zazwyczaj nie brakuje w pobliżu równika. Pochmurne dni oznaczają oszczędne użycie. Ten początek jest dla nas przypomnieniem, że bez pracy zespołowej: bliskiej współpracy z ludem Ninigo, kościołami i przyjaciółmi wspierającymi tłumaczenie Biblii i alfabetyzację, nie można liczyć na dobre rezultaty.

Przed ewakuacją?
Jeden z naszych głównych celów to poznawanie kultury i języka poprzez rozwijanie bliższych relacji z mieszkańcami wysp Ninigo. Nauka seimat z pewnością wygląda inaczej niż w szkole. Obserwacja i udział w ich zajęciach pozwala na poszerzanie zasobu słownictwa w rozmaitych kontekstach. Ciągle trzeba pamiętać o niezbędnych towarzyszach: Notesie oraz Poczuciu Humoru! Tutaj wszystkie pokolenia są twoimi nauczycielami. Dzieci mają niezłą zabawę kiedy próbujesz coś do nich powiedzieć w ich języku. Współtrwanie w codziennym życiu pomaga lepiej zrozumieć sytuację, przekonania, sposób myślenia oraz zachowania, tak często różne od tego co nam znajome lub co przychodzi nam łatwiej przyjąć. Kiedy dziesiątki ludzi na Pihonie znalazło się w ciężkim stanie z powodu tropikalnej choroby, uczestniczenie w posłudze chorych dało nam okazję do zbliżenia się do ludzi w ich dramatycznej walce o przetrwanie, dzielenia się Słowem Bożym oraz zachęty do zaufania Jezusowi. Tydzień później ludzie przychodzili do naszego domu z pomocą oraz wyrazami troski. Jeśli codzienne życie na wyspie nie należy do najłatwiejszych, o ile bardziej chorowanie w tych warunkach. Nasza determinacja kontynuacji pobytu dała w końcu za wygraną kiedy mój stan zaczął się raptownie pogarszać i po trzech tygodniach ewakuowano nas do bazy w Ukarumpa.

Tajemnicza choroba...
Badania krwi wykazały, że zaatakowała nas (Theresa zachorowała tydzień po ewakuacji) "dengue (dengi) fever", wirus roznoszony przez inny rodzaj moskita niż moskit malaryczny. Symptomy są raczej paskudne, więc z wielką radością powitaliśmy wspaniałą wiadomość, że mieszkańcy Pihona wyzdrowieli i że nikt nie umarł! Chwała Panu!!! Wasze modlitwy zostały wysłuchane

Walka wciąż trwa...
...ale ponieważ znamy Zwycięzcę, więc się nie poddajemy. Okoliczności mogą się zmieniać, ale Boże Słowo i Jego cel nigdy się nie zmienią. Przed chorobą udało nam się spotkać z kierownikiem szkoły na wyspie Amich, aby przedyskutować projekt alfabetyzacji i edukacji elementarnej w języku seimat (pierwsze trzy lata), która powinna się wkrótce zacząć na wyspach Ninigo. Każda wyspa ma wybrać przyszłego nauczyciela, który przejdzie odpowiednie szkolenie. Problem w tym, że nasz pobyt został przerwany zanim mogliśmy zaprezentować propozycję wstępnego projektu alfabetu. Brak materiałów w języku seimat oznacza, że na początku pidżin może zdominować nauczanie podstawowe, czego mieszkańcy Ninigo oraz my pragniemy uniknąć. Mamy nadzieję, że zdążymy przed tą ewentualnością! Zgodnie z zaleceniem lekarzy nie powrócimy na wyspy w tym roku. Nad materiałami, jakie udało nam się zgromadzić, będziemy pracować w Ukarumpa. Czeka nas trochę gimnastyki na komputerze, aby uruchomić odpowiednie programy. Niech nasz dobry Bóg Wam błogosławi i strzeże.

"Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie-wytrwali"
Rz12:12

Serdeczne pozdrowienia
Beata