STRONA GŁÓWNA |  PNG |  NEWS |  O BEACIE |  GALERIA |  KONTAKT 

LUTY 2003r.

Pozdrowienia z Pacyfiku!

6 lutego przylecieliśmy na M a l, według planu. Morze było dość spokojne, więc dotarliśmy na P i h o n tego samego dnia. Bardzo gorąco i wilgotno! Parę dni zabrało nam czyszczenie domu ze mieci, kurzu i mnóstwa karaluchów! Okolo 50 znalazło sobie przytulne gniazdko w gitarze. Ręce mi prawie odpadły przy technice trzęsienia (otwór gitary nie jest zbyt duży), refleks Theresy został przetestowany, a kury i koguty miały niezłą ucztę!:)

12/2 razem z naszymi przyjaciółmi, Lidią i Alenem (Lidia to córka lidera P i h o n u) pożeglowaliśmy na M e m a n, wyspę z polami uprawnymi, ogrodami.
Nasze notatniki wypełniły się nowym słownictwem i udało nam się sfotografować parę scen z życia tutejszych ludzi + kilka ciekawych ryb właczając zdjęcie z (małym!) rekinem. :o)
Podróż na M e m a n trwała ponad 2,5 godziny, a z powrotem tylko około jednej godziny. Nigdy nie wiadomo kiedy nagle zmieni sie siła morskiego wiatru! Dzięki Bogu, bez nieprzyjemnych przygód wróciliśmy na P i h o n.

14/2 wybraliśmy się na wyspę A m i c h, aby z nauczycielką Anne, pracowac nad systemem dźwięków języka seimat. W sobotę rano mężczyzna pojawił się w domu Anne oznajmiając, że jego żona przyjdzie później, aby nam pomóc, ale najpierw muszą popłynąć na wyspę M e m a n po żywność. Późnym popołudniem pewna dziewczyna przyszła z wiadomością o śmierci. Okazało się, że w czasie zbierania warzyw, Charles nagle upadł i umarł. Joan, jego żona przeżyła prawdziwy szok! Jej 54-letni mąż był mocnym i zdrowym mężczyzną. Tak więc zamiast wrócić w niedzielę, zostaliśmy, aby wziąć udział w pierwszym dla nas, pogrzebie na wyspach N i n i g o. Choć w poniedziałek wyznaczono godzinę ceremonii, odbyła się ona dopiero kiedy ludzie z innych wysp, rodzina i znajomi zdołali przypłynać z różnych stron. Przekonujemy się coraz bardziej, jak ciężkie fizycznie jest życie dla tych ludzi.
W drodze powrotnej na P i h o n silnik motorówki nagle zgasł i nie można go było znowu zapalić. Po wielu próbach mówię: "OK, czas, abyśmy się zaczęli modlić za ten silnik". Towarzyszący nam pomocnicy spojrzeli na mnie dziwnym wzrokiem, ale posłusznie zabrali sie razem z nami do modlitwy [:)]. W następnej próbie, po kilku minutach... zgadnijcie? M o t o r ó w k a  r u s z y ł a, a my biliśmy brawo naszemu Panu! Nie zostawił nas na pastwę burzy, która już zaczęła się zbierać nad naszymi głowami!

Zeszły tydzień zszedł nam na przygotowaniach do niedzielnego, ważnego spotkania z liderami róznych wysp (na tematy związane z alfabetyzacją i tłumaczeniem) oraz zbieraniu danych językowych do fonologicznej analizy + oczywiście codzienne życie w tych warunkach zabiera sporo czasu i zdaje się, że zawsze coś musi wyskoczyć co próbuje twoją cierpliwość. Na przykład, pewnego dnia nie możesz się dostać do żywności, ponieważ zamek skrzyni (metalowej) się zablokował i cały dzień mija zanim udaje ci się ją otworzyć i zjeść coś przyzwoitego.
Jednego dnia mieliśmy tu "dzień naleśnika". Wydawało nam się, że mamy uczyć tylko Lidie (zgodnie z jej życzeniem), ale kiedy zaczeliśmy smażyc, nagle wiele kobiet i dziewcząt zbiegło do naszego domu na intensywną obserwację! Zajęło to ponad trzy godziny, ponieważ nasz prymitywny piecyk jest raczej powolny, zwłaszcza na taką ilość naleśników! Jednak było warto, bo kolacja okazała się wielkim sukcesem. :o) Koniec tygodnia był bardzo pracowity, Ribet, jeden z nauczycieli na P i h o n i e, R o d n e y, przyszły nauczyciel wybrany do nauczania dzieci języka seimat, oraz Anne, pomagali nam nagrywać słowa, wyrażenia i zdania w seimat, wyjaśniając ich znaczenie częściowo w języku pidżin i angielskim. Te dane sš nam potrzebne do analizy fonologicznej i pomoga nam później w tworzeniu alfabetu. Sesja językowa została zakończona dobrą zupą w stylu polskim. Teraz ludzie z Ninigo wiedzą, że Polacy jędzą dużo zupy. :o)
Dzięki za modlitwy o niedzielne spotkanie z liderami. W sobotę wydawało mi się, że mi głowę rozsadzi od nieoczekiwanego bólu, który skończył się dopiero w poniedziałek. Całkiem typowe przed ważnym wydarzeniem.[:)]
Chwała Panu, mimo tego spotkanie się odbyło, reprezentanci różnych wysp przypłynęli bezpiecznie, choć cały tydzień był silny wiatr, deszczowo i burzliwie. W niedziele pogoda raptownie się zmieniła, aby w poniedziałek znów się nagle pogorszyć. Wygląda na to, że poprawa nastąpiła specjalnie na niedziele!
Tak więc spotkanie przebiegło zgodnie z planem i mamy nadzieje, że przyniesie dobry owoc. Oprócz części informacyjnej, był czas na modlitwę i dzielenie Słowem Bożym. Duch Święty przynaglił mnie, aby mówić o jedności z Ewangelii Jana 17, jako, że chrześcijanie reprezentują tu dwie denominacje. W czasie spotkania podjęto decyzje o utworzeniu Rady do spraw Alfabetyzacji i Tłumaczenia Seimat, z przedstawicielami wszystkich społeczności, która by brała udział w planowaniu i pracy z nami zachęcając innych do współpracy w tym kompleksowym projekcie. Mamy nadzieję, że zostaną oni wybrani wkrótce, aby przejść do rozwinięcia szczegółowej strategii przed naszym kolejnym powrotem do bazy w U k a r u m p a.

28 lutego planujemy wyjazd na wyspę P a t e c h u c h na dziesięć dni. Nie będziemy mieli w tym czasie dostępu do komputera i radia i nie wiemy w jakich znajdziemy się warunkach. Mam nadzieję, że nic nie stanie na przeszkodzie. Będziemy kontynuować prace nad systemem dźwiękowym, musimy sprawdzić różnice w wymowie oraz rozwijać dalsze relacje z ludźmi i poszerzać znajomość ich języka. Pewnie zauważyliście, ze trzy tygodnie mijają a my wciąż jesteśmy na wyspach! Chwała Panu! 22-ego dnia planujemy ucztę z okazji przetrwania :o)
Mam nadzieję, że uda mi się wysłać tego maila przed piątkiem, choć całe wieki zabiera połączenie + otwieranie lub wysyłanie. Ogromne dzięki za modlitwę, bardzo jej potrzebujemy, my i tutejsi ludzie, każdy dzień pokazuje i przypomina jak bardzo zależni jesteśmy od mocy Bożej. Dziękuje tym (niewielu), którzy znajdują czas na kontakt ze mną, ja też się modlę o to czymkolwiek się dzielicie i chcę wiedzieć co się u Was dzieje. Dzięki za każdą zachętę, wszyscy jej potrzebujemy, dopóki wciąż jesteśmy w drodze do Domu :o).


Uściski... Beata w imieniu W-team