STRONA GŁÓWNA |  PNG |  NEWS |  O BEACIE |  GALERIA |  KONTAKT 

II  K W A R T A Ł  2002r. :

"GDY PÓJDZIESZ PRZEZ WODĘ JA BĘDĘ Z TOBĄ"
Iz 43:2

KOCHANI
        W marcu nasza (nie)cierpliwość doczekała się zielonego światła! Po kilku przeszkodach (w tym awaria samolotu) wyruszyliśmy Wyspiarzem (Islander) w kierunku Wysp Ninigo, stanowiących część Wysp Admiralskich w Prowincji Manus na Południowym Pacyfiku. Pierwsze dwie godziny przebiegły w majestacie gór i dolin, w ostatniej godzinie lotu towarzyszyło mi nieodparte poczucie zawieszenia między niebem a tonią morską. Niesamowity bezmiar wód dookoła nas sprawiał wrażenie, że tkwimy w miejscu, aż do momentu kiedy zaczęły się z niego wyłaniać drobne, ciemniejsze kształty, które ku mojemu zaskoczeniu okazały się rozsianymi tu i ówdzie wysepkami.

PIERWSZY KONTAKT
        Po okrążeniu jednej z nich (Mal), upewniając się, że krótki pas nabrzeżnego lotniska jest w przyzwoitym stanie, piloci zaczęli zabierać się do lądowania. Z zapartym tchem i niedowierzaniem wpatrywaliśmy się w mały kawałek ziemi pośród olbrzymiego oceanu. Dopiero kolejny widok zaświadczył, że to nie bezludna wyspa Robinsona Cruzoe! Spory tłum ludzi zgromadził się, aby oglądać niecodzienne widowisko w postaci wielkiego metalowego 'ptaka' przynoszącego pięcioro dziwnych istot o niewyobrażalnie bladej skórze!
Po niedługim postoju metalowy 'ptak' odleciał pozostawiając mnie, moją współpracownicę Theresę Wilson oraz dyrektora regionalnego S.I.L Prowincji Manus James'a Hafford'a pod opieką mieszkańców Ninigo. Jednak nasza podróż jeszcze się nie skończyła. Po zaserwowaniu nam lokalnego obiadu (świeżo złowiona ryba, kasawa, gotowane banany, słodki ogórek oraz zielone pomarańcze) zostaliśmy zapakowani, każdy z nas do osobnej łodzi (skrzyżowanie kanu, żaglówki i tratwy), aby udać się na, położoną ok.21km od Mal, wyspę Pihon. Z odpowiednią siłą wiatru zwykle zabiera to 1,5 godziny, ale tym razem wiatr ucichł do tego stopnia, że po jakimś czasie znaleźliśmy się w ciemnościach otoczeni wielką wodą! Zdawało się, że na naszych gospodarzach nie robi to najmniejszego wrażenia. Kiedy już zaczęły mnie opanowywać nieprzyjazne myśli, nagle w oddali pojawił się kojący widok świateł pochodzących z rozpalonych na nabrzeżu ognisk. Nie mam pojęcia jak można pływać po oceanie bez żadnych przyrządów nawigacyjnych(!), ale jedno jest pewne: nasz dobry Bóg oddał nas w ręce znakomitych żeglarzy.

SEIMAT
        Już w pierwszych godzinach okazało się, że mamy do czynienia z gorliwymi nauczycielami swojego języka. Pidżin odegrał rolę medialną w procesie porozumienia i wstępnej analizy Seimat. Chociaż w niektórych kontekstach używają oni Pidżin (język narodowy PNG), Seimat, jako język ich serca, pozostaje głównym narzędziem komunikacji w życiu osobistym i społecznym. W kościele (katolicki i adwentystyczny) używają mieszaniny Pidżin, angielskiego (zwłaszcza w śpiewie) oraz w ograniczonym zakresie Seimat, ponieważ nie mają dostępu do Słowa Bożego w swoim języku, który jeszcze nie posiada formy pisanej. W czasie naszych oficjalnych spotkań wielokrotnie wyrazili troskę o zachowanie i rozwój Seimat jak również chęć współpracy w tłumaczeniu Pisma Św. na język, z którym się identyfikują i który rozumieją najlepiej.

BYCIE NINIGO
        W ciągu naszego pobytu udało nam się odwiedzić 6 wysp. Spośród 60-ciu w tym rejonie jedynie 8 jest zamieszkałych, reszta to wyspy dziewicze, pola uprawne i ogrody. Oznacza to, że ludzie prowadzą życie semi-nomadów. Kiedy pozostają 'w domu' stają się rybakami, hodowcami i budowniczymi, kiedy wyruszają na sąsiednie wyspy zamieniają się w żeglarzy, rolników i...zawodników. Wyścigi łodzi to popularne i ważne wydarzenie. Raz na jakiś czas organizują wielkie zawody, w których żeglują aż na Wyspę Manus (370km!). Sam ocean jest jakby przedłużeniem ich 'ziemi' ze wszystkimi dobrami naturalnymi jakie niosą ze sobą rafy koralowe.

WYPRAWA DO MILNE BAY
        W kwietniu udaliśmy się do plemienia Anuki na Przylądku Vogel; samolotem do miasta Alotau, wozem terenowym do miejsca gdzie czekała na nas łódź S.I.L (coś w rodzaju barki), którą popłynęliśmy 6 godzin do ludu Gapapaiwa, skąd razem z Cathryn McGuckin (misjonarką w tym regionie) skierowaliśmy się do ich sąsiadów - Anuki (dalsze 3,5 godzin łodzią).
Kiedy dobijaliśmy do brzegu mogliśmy oglądać egzotyczną scenę w postaci tańczącej grupy ludzi w tradycyjnych strojach wojowników rzucających w nas 'strzałami'. Zanim przemknęła mi przez głowę myśl, że może z jakiegoś powodu nie jesteśmy tu mile widziani, okazało się, że ten groźny widok nie odzwierciedlał intencji (w końcu rzeczywistość nie zawsze jest rozpoznawalna oczami). 'Strzały' nagle zamieniły się w grube łodygi palm rzucanych nie w nas, ale w naszym kierunku, a 'wojownicy' w niezłych aktorów odgrywających rolę swoich przodków 'witających' przybyszów z daleka. (Cóż, czasem nie widzimy tego na co patrzymy!)
Po tym 'militarnym' wstępie któż by się spodziewał, że Anuki to przyjazny i gościnny naród!!?? Jesteśmy wdzięczni Bogu za troskę, szczodrość i ciepło, z którymi spotkaliśmy się podczas naszego pobytu wśród ludu Anuki.

ANUKI
        Podczas naszych badań lingwistycznych, angielski, a nie Pidżin, posłużył jako główny środek komunikacji. Generalnie, ich poziom angielskiego jest zdumiewający jeśli wziąć pod uwagę odcięcie od reszty świata. Jeszcze bardziej imponujący jest fakt, że większość mówi wieloma językami. Dla przykładu, nasza gospodyni, która pochodzi z innego plemienia, oprócz swojego języka, zna Anuki, angielski, Pidżin, Wedau oraz dwa sąsiednie - Gapapaiwa i Are. W kościele (anglikański) używają mieszaniny angielskiego i Anuki. Jednak, jak sami twierdzą, ich język angielski nie osiągnął głębszego zrozumienia. "Angielski informuje nasz umysł, Anuki przemawia do naszego serca". Pomimo wielojęzyczności, Anuki pozostaje głównym medium w życiu osobistym i społecznym między ludźmi, których jest on językiem matczynym. Dlatego też ich pragnieniem jest, aby ktoś pomógł im w przetłumaczeniu Słowa Bożego. Alfabet Anuki został wstępnie opracowany podczas warsztatów językowych kilka lat temu, tak, że istnieją już historie oraz pieśni spisane w tym języku. Jednak wciąż wymaga on kilku poprawek.

BYCIE ANUKI
        Odwiedziliśmy trzy wioski oddzielone od siebie kilkugodzinnym marszem przez dżunglę, rzekę pełną krokodyli i mniejsze osady. Ludzie to typowi rolnicy mieszkający na wybrzeżu i w głębi lądu. W niektóre dni zamieniają się w handlarzy, kiedy sprzedają swoje produkty na rynku we wsi. W niewielkim stopniu są też rybakami. Jednak wynika to raczej z ich potrzeby niż pasji. Morze i rzeka wydają się być dla nich nieprzyjaznym żywiołem, z którym trzeba walczyć o przetrwanie. Dlatego też rzadko można ich zobaczyć w wodzie.

"WSZYSTKIE KRAŃCE ZIEMI ZOBACZĄ ZBAWIENIE NASZEGO BOGA"
Iz 52:10